|
Dyktatorzy Korei Północnej – oficjalnie uwielbiani
i kochani, a tak naprawdę chyba tylko oni sami siebie lubią. Ich życie otacza
mur tajnych służb i tajemnicy, ale z nielicznych relacji i opowieści
uciekinierów z Korei wyłania się przerażający obraz morderstw, wyuzdania i
niepohamowanej żądzy.
Propagandowa
klapa
Kim Ir Sen miał dwie żony. Pierwsza – poznana w
partyzantce – nie potrafiła pisać ani czytać, za to świetnie prała, gotowała,
prasowała no i pozwalała się bić. W leśnych obozach to umiejętności bezcenne.
To ona urodziła Kim Dzong Ila – obecnego dyktatora Korei (chociaż niektórzy
twierdzą, że on tez zmarł kilka lat temu, a na oficjalnych uroczystościach
występują sobowtóry, które są po nich mordowani). Zmarła prawdopodobnie
zamordowana, bo nie była zbyt reprezentacyjna kobietą – zawsze chodziło boso,
mało się odzywała – propagandowo była klapą, więc gdy Kim Ir Sen (to nie jest
jego prawdziwe imię) został przywódcą Korei Północnej pozbyto się jej. A w
zamian postawioną kolejną – Song Ae – schludną i pachnącą. Ona urodziła mu
kolejne dzieci, ale za to nienawidziła pierworodnego syna wodza. Niektórzy
właśnie brakiem matczynej miłości tłumacza zwyrodniałe pomysł obecnego
dyktatora, który odgrywa się na innych za to, że nie był kochany (podobno w
dzieciństwie utopił nawet … swojego młodszego brata).
Jedna kobieta to dla boga za mało
Gdy Kim Dzong Il podrósł, a jego europejskie próby studiowania czegokolwiek
zakończyły się klapą (wywalono go nawet z uczelni w NRD – musiał być
wyjątkowym tłukiem) – wrócił do kraju, gdzie tatuś zaczął go szykować do
przejęcia władzy, a w wolnych chwilach urządzali sobie biby na prywatnym
basenie. Chociaż w ich kraju panuje głód – im nigdy niczego nie brakowało – a
zwłaszcza pięknych kobiet, które miały ulżyć im w pracy, a dokładnie w
doprowadzaniu Korei na skraj samo wyniszczenia.
Koreański urok osobisty

Gdy nie zabawiał się razem z ojcem – Kim Dzong Il sam
sprowadzał sobie „żony”. Oficjalnie miał jedną – wyznaczoną przez ojca. Ale
sam żonami nazywa kilka kobiet. W końcu skoro oficjalna propaganda nazywa go
bogiem, to czy może mu wystarczyć jedna kobieta? Chyba sam uwierzył w
propagandowe brednie i: pierwszą żona była Kim Young Suk. Nie lubił jej, bo
dostał ja od ojca. Jednak wcześniej długo w tajemnicy spotykał się ze starsza
od siebie o 5 lat aktorką Sung Hye Lim. Z nią miał syna, który uwielbia
podróżować po świecie z fałszywymi paszportami i kosztować tego samego co
ojciec – przede wszystkim uciech cielesnych. Z oficjalną żoną miał córkę,
jednak cześć rodziny Kim-ów twierdzi (ta która jest poza Korea rzecz jasna),
że pierwsza zona dziś oficjalnie nie istnieje. Dlaczego – bo dopiero trzecia
„żona” była tą oficjalnie kochaną i ma być uwielbiana przez naród. Tancerka,
którą wypatrzył na specjalnie zorganizowanym przedstawieniu, Koh Young Hee,
urodziła mu dwóch synów, lecz zmarła w 2004 roku. Obecnie czwartą żoną jest
pianistka Kim Ok. Miła, cicha kobieta.

Oczywiście Kim Dzong Il miał mnóstwo kochanek. Nie tylko
ze swego najbliższego otoczenia – pielęgniarek, sekretarek itp. Uwielbiał
romansować – chyba w każdej ambasadzie Korei Północnej na świecie, która
odwiedził, „zaliczył” jakąś żonę dyplomaty. Za to na przyjęcia w kraju
sprowadzano mu nie tylko dziewczyny z miasta – specjalne komanda porywały na
jego zamówienie kobiety różnych ras, zgodnie z zachciankami władcy. Dla
niektórych skończyło się to śmiercią, gdy się znudziły lub wzbudziły
zazdrość. Także dla tych, którzy o tym mówią…
|